-
Próbujemy zabiegać o poparcie różnych środowisk:

-
Prokuratura wraca do schroniska dla zwierząt w Częstochowie:

-
Zabiegamy o fundusze na sterylizację kotów wolnożyjących
w mieście Katowice:

-
Telewizja Silesia- Bezpański problem:

-
Uważaj, niektóre psy mogą być jak broń:

-
Policjanci będą pomagać bezdomnym zwierzętom:

-
Psy giną w zatłoczonym schronisku w Katowicach:

-
Nasze lokalne działania na rzecz zwierząt:

-
Z inicjatywy
Koalicji
dla Zwierząt, do której przystąpiliśmy, powstał projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt:

-
Otrzymaliśmy pismo w związku z Dniem Otwartym
Rzecznika Praw Obywatelskich- biuro terenowe Katowice:

-
Pomagamy wyleczyć sunię po wypadku:
Imię psa: KIKA
Opis psa:
- Suczka, wiek ok 4-5 lat, znajda, z wyglądu owczarek niemiecki
Zdarzenie:
- uderzyła w pędzące auto
Opis rozpoznania:
krepitacja wewnątrzstawowa, kulawizna stawu łokciowego lewego, złamanie wyrostka łokciowego dodatkowego.
Leczenie:
- Założenie opatrunku ustalającego
- Badanie podstawowe
Zastosowane leki:
- Opaska gipsowa 12 - 5 szt
- Środki ambulatoryjne - 20 szt
Na dzień dzisiejszy zrobiliśmy operację na kredyt, koszt w sumie powyżej 500 pln.
Śrubę wprowadzono około 2 cm poniżej guza łokciowego. Za 4 tygodnie usunięcie śruby, na
razie zabezpieczenie szwowo przed rozlizaniem,
szwy do usunięcia za 12 dni.
-
Problemy ze schroniskiem w Częstochowie:



-
Zostaliśmy zaproszeni na Dzień Otwarty Rzecznika Praw
Obywatelskich- biuro terenowe Katowice jako organizacja współpracująca:
18 maja 2008r. Biuro
Rzecznika Praw Obywatelskich – Zespół Terenowy w
Katowicach
dr Janusz Kochanowski,
Rzecznik Praw Obywatelskich oraz dr Aleksandra
Wentkowska Pełnomocnik Terenowy RPO w Katowicach
zapraszają na DZIEŃ OTWARTY
Z RZECZNIKIEM PRAW OBYWATELSKICH
Który odbędzie się 18 maja 2008r.pismo1.html
w budynku Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego
w Katowicach przy
ul. Jagiellońskiej 25 o godz. 10:00
|
 |
Program spotkania:
10 00 - uroczyste OTWARCIE DNIA OTWARTEGO Z RZECZNIKIEM
PRAW OBYWATELSKICH konferencją w Sali Sejmu Śląskiego pt.
„Prawa Obywatelskie, a godność człowieka”
11 30 - występ Orkiestry Górniczej
10 00 - 1500 przyjmowanie skarg do Rzecznika Praw
Obywatelskich przez pracowników BRPO
12 30 - występ Chóru Dziecięcego z Bytomia
11 30 - 13 30 konkurs plastyczny dla dzieci „Mamy prawo
do…”
11 30 - 13 30 zabawy dla najmłodszych prowadzone przez „Sznupka”
maskotkę Policji Garnizonu Śląskiego
12 00 - konferencja prasowa w Sali Złotej Śląskiego
Urzędu Wojewódzkiego
12 30 - pokazy policyjnego robota, radiowozu oraz
motocykla policyjnego, organizowane przez Komendę
Wojewódzką Policji w Katowicach
14 00 - rozstrzygnięcie konkursu plastycznego oraz
uroczyste rozdanie nagród
15 00 - zakończenie „Dnia Otwartego z Rzecznikiem Praw
Obywatelskich”
Ponadto:
przyjmowanie skarg i udzielanie porad prawnych przez
zaproszone organizacje pozarządowe oraz przedstawicieli
Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach,
prezentacje działalności zaproszonych organizacji
pozarządowych,
informacja o e-wniosku do Rzecznika Praw Obywatelskich
wystawy: „XX-lecie instytucji Rzecznika Praw
Obywatelskich”, malarza Jana Bembenisty pt. „Pejzaże
Śląska” oraz prac plastycznych osób niewidomych pt.
„Ręce są naszymi oczami”
Więcej informacji na temat Dni Otwartych, a także
działalności Rzecznika Praw Obywatelskich znajdziecie
Państwo na stronie: www.rpo.gov.pl
18 maja 2008r. Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich –
Zespół Terenowy w Katowicach

-
Wiele w życiu już widziałyśmy
kociego cierpienia, ale to co zobaczyłyśmy dzisiaj
odebrało nam mowę.. Prowadzi nas niesamowity smród, odór moczu i nie
sprzątanego mieszkania... drzwi ledwo się dadzą
otworzyć... w środku jak w mieszkaniu zbieraczy śmieci.
Kobieta, sąsiadka, która nas o tym zawiadomiła, tłumaczy się:
"Przepraszam za ten bałagan, ja już tu trochę
posprzątałam" ... Malutki, zagracony przedpokój, smród już nas dusi, ale
brniemy dalej... drzwi od kuchni zamykane na
klucz... na rurach czarno od brudu.. na podłodze kilka
futrzanych kłębuszków... miski i tacki... w miskach i
tackach... MOCZ- zero kuwet... Czy one piły własny
mocz...???? Pośród starszych błąkają się trzy maluszki- łapiemy od
razu- koty dziko walczą, przerażone co się dzieje-
ogólny koci płacz... W łazience kolejne koty... rozdzielamy, bo się biły
między sobą, a te co się nie biły robiły, z punktu
widzenia zapobiegania bezdomności, gorsze rzeczy- stąd
trzej malcy... W pokoju, w towarzystwie gratów, śmieci i mebli sprzed
wojny, samotny starszy kocurek (jedyny kastrowany w tym
towarzystwie). Siedzi sam, bo, gdy zabrakło Pani,
wszyscy wyżyli się na nim... Gdzie jest osoba, która zarządzała tym dziwacznym
majątkiem? Umiera w hospicjum- ostatnie stadium raka...
Sąsiadka ma worek karmy i przykazanie - dokarmiać dopóki
nie znajdą się domy. Maluchy zabraliśmy do lecznicy-
stan zdrowia - świerzb i wszystko co tylko kot może
załapać. Koty są przerażone, brak apetytu, widać, że nie
za bardzo rozumieją co się z nimi dzieje...
Pomóżcie nam
wyleczyć i znaleźć domy dla tych, niczemu winnych, kotów...
Jeśli jesteś starszą osobą, która nie ma rodziny
mogącej się zająć twoimi zwierzętami, nie decyduj się na
taka ilość kotów/psów, bo nie będziesz w stanie zapewnić
im godziwego bytu gdy zachorujesz.
Lepiej wcześniej
pomyśleć co z nimi będzie, gdy ciebie zabraknie....
20.12.2007
Zabraliśmy prawie wszystkie koty. Wszystkie
wymagają leczenia. Mają świerzb, chore dziąsła, biegunki,
zaparcia, nie chcą jeść. Koty sterylizujemy jak ich stan
zdrowia na to pozwala. Oto zdjęcia niektórych z nich:
-
Nasza szefowa fundacji z oddziału Łódź
w samym marcu wysterylizowała 47 kotek i kocurów. Piękny marzec i miesiąc sterylizacji
! Gratulujemy i zapraszamy do naśladownictwa !!!

-
Piszą o nas miesięczniku KOT numer 4/2008
"PANI JOASIA
Pani Joasia pojawiła się w moim życiu za sprawą Puszkina.
Wkroczyła w moją monotonną, uregulowaną egzystencję z rozwianym włosem, błyskiem w oku i
kontenerkiem do transportu kotów. Wpadła i od razu energicznie wzięła sprawę w swoje ręce.
Puszkin był cudownym kotem, podrzuconym mi na wycieraczkę. Był chodzącą ufnością, mimo paskudnego
potraktowania go przez ludzi, przykładem nienagannych manier i niesamowitym gadułą. Opowiadał o wszystkim,
co tylko wypatrzył za oknem, co mu się nie podobało i co go zachwyciło. Nie miał do nikogo pretensji.
Wszystko wybaczał w mig. Zawsze skory do zabawy i podrywał się jak na sprężynie na odgłos otwierania lodówki.
Był też największym kocim cudem, jaki może się trafić właścicielowi tapicerowanych mebli i kosztownych dywanów.
Gdy czuł potrzebę naostrzenia sobie pazurków i podrapania czegokolwiek, tak długo zagadywał pod drzwiami,
aż mu się je otworzyło. Wtedy wychodził powolutku na wycieraczkę i myk, myk, tarmosił wiklinowy prostokąt,
wydając z siebie pomruki zadowolenia. Po czym drąc się w niebogłosy, niczym tenor operowy, wracał do mieszkania
w poczuciu prawidłowo załatwionej sprawy.
Pani Joasia znalazła Puszkinowi dom z ogrodem i bielusieńkim owczarkiem podhalańskim do towarzystwa.
Podhalańczyk zwariował na punkcie swego gadatliwego kolegi. Pozwala jadać mu ze swojej miski, sypiać na głowie i pętać
się między przednimi łapami podczas wyprowadzania opiekunów na spacer.
Drugim powodem pojawienia się pani Joasi był problem chwilowego przechowania Nikity, perskiej szylkretki,
która w przeciwieństwie do Puszkina ignorowała drapaki i uwielbiała mięciutkie meble, których tapicerkę można
było zamieniać w spiralne girlandki. Cóż, po siedmiu latach domownicy wymienili Nikitę na nowy komplet
wypoczynkowy i młodziutkiego yorka. Długowłosa kotka okazała się niezbyt pożądanym dodatkiem do kanapy i
foteli w kolorze szampana. Jak można zestawić elegancki kolor bitej śmietany z takim popaćkanym kotem?
Okazało się, że nie można. Z braku innej możliwości, pstrokata kotka z pomarańczowymi oczami naruszyła
beżowo-błękitną kolorystykę mojego M-ileś, wprowadzając przy tym sporo zamieszania. Ileż ja się natłumaczyłam
perskiej arystokratce, próbując ją wywlec spod łóżka, pod którym płakała rzewnymi kocimi łzami za swoją panią,
że u mnie jest przecież o niebo lepiej niż na śmietniku. Nigdy mi nie uwierzyła.
Za sprawą pani Joasi szybko znalazła towarzystwo dwóch łódzkich persów, którym ponoć nieźle daje w kość.
Nie upłynęło dużo wody w Wiśle, gdy w kontenerku pani Joasi znowu przybył do mnie kot. Mini, malutka,
drobniutka, chudziutka, antracytowa, sponiewierana przez los - a jakże by inaczej - koteczka. Mini uszła
z życiem dzięki pani Joasi, tracąc przy tym "jedynie" ogon, który trzeba było amputować. Lekarz weterynarii
z jubilerską precyzją uwalniał kocie łapki z betonowych buciorów, które nasadziły jej dzieci. Mini zakochała
się w "Junkersie", wytworze niemieckiej techniki grzewczej, któremu przypatrywała się z nigdy nie słabnącą
fascynacją, w chipsach i w pluszowej panterze, prezencie od przyjaciółki. Raz po raz próbowała wciągnąć do
zabawy nieruchomego stwora, który w dostojnym milczeniu znosił jej zaczepki, nawoływania i harce na grzbiecie.
Czarna pantera do końca pobytu Mini zachowała stoicki spokój, nie zaszczycając psotnicy ani jednym spojrzeniem.
Pani Joasia wkomponowała Mini w podczęstochowski krajobraz. Antracytowa diablica, w międzyczasie już słusznych
rozmiarów kotka, robi ponoć ze swymi podopiecznymi, co chce, dając im w mniej lub bardziej subtelny sposób
do zrozumienia, kto tu, czyli tam pod Częstochową, rządzi. Wiadomo, oswobodzona z betonowych botków Mini.
Nie zdążyłam jeszcze doprowadzić mieszkania do ładu po rządach Mini, która zrobiła w nim maksi bałagan,
kiedy na horyzoncie za sprawą pani Joasi pojawił się czarny jak smoła Dratewka. Dratewkę pani Joasia wyrwała
z bestialskich łap pewnego szewca, którego niech piekło pochłonie.
Tym razem walka o lepsze życie dla cudownego przylepy, który szybko wybaczył rodzajowi ludzkiemu szewcowe
znęcanie się nad nim, zakończyła się porażką. Mimo ogromnych wysiłków, nie udało się uratować łobuzerskiego Dratewki.
Mam nadzieję, że przebywa w kocim raju, w którym nie ma żadnych szewców.
Po Dratewce, pani Joasia wyczarowała bezzębnego Piotrusia, nadzwyczaj towarzyskiego kota, mistrza świata w
wylegiwaniu się na kolanach. Czarnego jak węgiel Piotrusia wymienił wyrzucony z domu Kopciuch, który po
podleczeniu i wykąpaniu stał się Królewną Śnieżką. Po Królewnie Śnieżce nastał, przytargany przez panią Joasię
rudy Korneliusz, a po Korneliuszu.
Opowieść o pani wypakowującej z transporterka w przedpokoju mego mieszkania coraz to nowe koty można by tak snuć bez końca.
Zmieniają się kolory i gabaryty mruczków, pogoda i pory roku. Nie zmienia się pani Joasia i ostrożny, chwiejny krok,
którym kolejny podopieczny opuszcza sfatygowaną klatkę, by rozpocząć nowe życie, obdarzyć zaufaniem swój tymczasowy dom
i przyglądającego mu się człowieka.
A pani Joasia? Ona tymczasem wciąż niezmordowanie gna przez świat z rozwianym włosem, błyskiem w oku i kontenerkiem w dłoni
w poszukiwaniu kolejnego raju dla swoich czworonożnych podopiecznych. Oby jak najdłużej!
Od redakcji:
Z przyjemnością informujemy, że bohaterka powyższego tekstu, tytułowa pani Joasia, to nikt inny, jak
nominowana przez Czytelników KOTA do tytułu Kociarza Roku 2007 pani Joanna Zaremba z Katowic.
Urszula Pawlik"
-
Schronisko w Katowicach:

-
Bardzo dziękujemy Grzegorzowi Cieślikowskiemu i Polish Ragdoll Club za wsparcie fundacji karma i akcesoriami:

-
II WIELKA AKCJA „NA POMOC ZWIERZĘTOM”
„W naszej szkole (SP nr 1 w Będzinie) już od miesięcy pomagamy kotom i psom.
Wszystko zaczęło się od tego, gdy pewnego dnia, uczennica, kl. VI a Marlena Bucka znalazła w
świetlicy pewną książkę. Był to,, Pamiętnik Babuni” autorstwa Katarzyny Ryrych, którą opiekunka
świetlicy po kryjomu czytała. Marlenie bardzo spodobała się książka, dlatego wpadła na pomysł,
aby na podstawie książki zrobić przedstawienie. Myśl Marleny została przyjęta przez panią Dorotę
(opiekunkę świetlicy) bardzo radośnie. Na samym przedstawieniu się jednak nie skończyło. Samorząd
Uczniowski i Samorząd Świetlicy Szkolnej postanowił wraz z opiekunami (Dorotą Brudnicką, Iwoną Filus,
i Barbarą Haj) zorganizować wielką akcję: „Na Pomoc Zwierzętom."
Tak pisał rok temu absolwent naszej szkoły Piotr Pajda w relacji z I Wielkiej Akcji „Na Pomoc Zwierzętom”,
którą zamieszczono na stronach internetowych Fundacji For Animals.
W tym roku wychowankowie świetlicy sami przypomnieli, że czas już rozpocząć kolejną akcję dla zwierząt. Już w październiku dzieci
zaczęły przynosić pierwsze ciasta na kiermasz, z którego dochody miały zostać przeznaczone dla zwierzaków Fundacji. Małymi sponsorami
akcji byli uczniowie, którym los zwierząt nie jest obojętny i którzy w swoich domach posiadają przynajmniej jedno zwierzątko. Z pomocą
rodziców piekli ciasta, a następnie sprzedawali je na szkolnym korytarzu. Kiermasz cieszył się dużym powodzeniem wśród uczniów,
nauczycieli i rodziców. Opiekunki akcji zorganizowały dodatkowo liczne konkursy dla wszystkich uczniów szkoły: konkurs wiedzy o
zwierzętach oraz dwa konkursy plastyczne z „kocich magazynów”. W konkursie Kocich Spraw wyróżniono pracę naszej podopiecznej Angielki
Żuchowskiej z kl. III b.
Finałem naszej II Wielkiej Akcji było – jak rok temu – przedstawienie. Kolejna książka zaprzyjaźnionej z naszą świetlicą pani Katarzyny
Ryrych pt; „Skrzydłak” doczekała się scenariusza opracowanego przez klasę Vb z pomocą wychowawcy świetlicy. Na premierze gościliśmy
autorkę książki, przedstawicieli Fundacji For Animals: Joannę Zarembę i Ewę Ziółkowską, radnych miejskich oraz Panią wizytator.
Wszystkim gościom dziękujemy, że przyjęli zaproszenie, bo dla nasz jest to równoznaczne z ich zainteresowaniem losem bezdomnych i
cierpiących zwierzaków. Mamy nadzieję, że pobyt w naszej szkole uświadomi wszystkim obecnym na premierze: dużym i małym, ze „ratując
jedno życie – ratujesz cały świat”. Nasi wychowankowie już tak postępują wspierając działalność Fundacji jak tylko potrafią i jak na
to pozwala ich młody wiek. Apelują także do innych szkół o naśladownictwo, to naprawdę wspaniała zabawa – pomagać potrzebującym
zwierzętom.
-
Relacja z Dnia Kota w Łodzi- 16 luty 2008


-
Organizujemy razem z
fundacją "ARKA" coroczną
akcję-
Ogólnopolski Dzień Sterylizacji Zwierząt
Więcej informacji:
http://www.arka.strefa.pl/Akcja-2008/akcja_sterylizacji_2008.html
-
Zapraszamy na Dzień Kota -akcja wesprze trzy fundacje pomagające bezdomnym i pokrzywdzonym przez los kotom oraz innym zwierzętom.


-
Katowice-z nowym rokiem rozpoczęły się nowe prace mające na celu wyburzyć stare kamienice i wybudować nowe TBS.
Część osób wysiedlono przed świętami do nowych bloków, pozostały 3 osoby w jednym mieszkaniu czekające na lokal socjalny.
Zarząd TBS zamurowywuje kolejne puste mieszkania i piwnice.
Jedna z współpracujących z Fundacja karmicielek dała mi znać,
że stara 120- letnia kamienica, w której dokarmiała
sporą gromadkę kotów, ok 8-12 sztuk, jest już w trakcie zamurowywania i zostało bardzo niewiele czasu do wyłapania kotów tam mieszkających.
Zarząd TBS nie jest zainteresowany, w żaden sposób, kotami, wręcz nakazano nieoficjalnie pozbycie się ich w dowolny sposób np. zamurowywanie w piwnicy.
Wczoraj zaczęłyśmy wyłapywać -udało się złapać 4 sztuki:
czarnuszka (oswojonego kocurka z chorymi oczkami), buro-białego (z obciętym ogonkiem w ciężkim stanie- koci katar, niewiele zębów),
burą (kompletnie dziką koteczkę)
oraz czarnego kocurka.
Wyłapujemy pracując na 2 klatkach pułapkach, ale czasu coraz mniej, a dzisiaj, mimo kilku godzin spędzonych na łapaniu, nie złapało się nic.
Wyłapane koty zostały umieszczone w szpitaliku w lecznicy- będą leczone, sterylizowane i będą im szukane domy.
Piwnice, gdzie wyłapujemy, nie mają światła, są zagracone i nawet karmicielka nie wie ile jest tam kotów.

- Rozpoczęliśmy akcję sterylizacji kotów wolno żyjących w dzielnicy Dąb, zaczęliśmy od kocurka, ciężko chorego na zapalenie gardła, oraz szylkretowej dzikiej koteczki.
Oba trafiły już do lecznicy i będą leczone a później
sterylizowane. Okoliczne karmicielki nie mają lekkiego
życia- budka dla kotów dwukrotnie została zlikwidowana
przez spółdzielnię, mieszkańcy posuwają się nawet do
rękoczynów. Odbyło się spotkanie z
karmicielkami i UM Katowice. Ponieważ ziemia, na której
stanęła nasza budka należy do UM, wystąpimy z pismem, żeby
mogła na tam oficjalnie stać. Wczoraj strażacy
wyciągnęli małego kociaka, który przymarzł do ściany
garażu- niestety już nie żył...... W marcu zaczniemy
akcję sterylizacji wszystkich okolicznych kotów, które
się tam pojawiają. Oto złapane 2 koty i nasza budka:

- Pomagamy kotom z pewnego zakładu w Siemianowicach.
Obecnie staramy się wyłapać i wysterylizować kocice,
koty oswojone może znajdą domy. Koszty sterylizacji
pokryje miasto. Dokarmiamy je i
doszliśmy do porozumienia z dyrekcją zakładu, która
pozwoliła kotom zostać, postawić im budkę, pracownicy
zaczęli je dokarmiać. Kotów jest około 30-40 szt
Zabraliśmy stamtąd malucha -Leona, jak nadali mu imię pracownicy- chodzącą kupkę nieszczęścia i pełnego pcheł.
Po obejrzeniu go przez weta gabinet był dezynfekowany, bo pchły oblazły nas zupełnie uciekając z małego koteczka.
Ma duży, wydęty brzuch. Zrobiliśmy mu USG, ale na szczęście
żadnego płynu w nim nie ma.
Został odrobaczony i umieszczony w szpitaliku.

- Byliśmy w szkole w Katowicach na prezentacji

-
Pomagamy wyżywić i wysterylizować koty żyjące w
Zakładzie Karnym w Grudziądzu. Jeden z osadzonych bardzo
troszczy się o ich los i szuka pomocy by ułatwić tym
kotom życie.


-
Otrzymaliśmy pismo od Wiceprezydenta Miasta
Katowice. Mamy nadzieję na owocną współpracę

-
Po dwóch latach walki, chodzenia i proszenia, udało
nam się wreszcie doprowadzić do powiększenia kociarni w
Schronisku dla Zwierząt z 2 x 3 metry do dużo większych
rozmiarów. Kociarnia będzie również ocieplona.
Prelekcja
na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego
pod tytułem "Fundacja- cel i zasady działania na
przykładzie „For Animals”" rozwiała wszelkie wątpliwości i
spowodowała ostateczną zgodę na realizację naszych
postulatów. Uczestnicy: BRPO Zespół Terenowy Katowice, przedstawiciele władz samorządowych,
Klinika Prawa UŚ, organizacje społeczne, przedstawiciele samorządów zawodowych, studenci, aplikanci, media.
Jesteśmy bardzo zadowoleni, że wreszcie
dopięliśmy swego i w schronisku zapanują godziwe
warunki. Mamy jeszcze kilka pomysłów na prawidłowe
funkcjonowanie schroniska, które wtedy, mamy nadzieję,
stanie się prawdziwym przejściowym azylem dla bezdomnych
zwierząt, gdzie uzyskają one pomoc i prawdziwą opiekę,
ale napiszemy o tym, jak uda nam się to zrealizować...
już wkrótce ;-)
Pini na prelekcji:

Zdjęcia budowanej woliery dla kotów i domków:

-
A jednak można- artykuł "Ludzie i
zwierzęta"
"Spółdzielnia Mieszkaniowa Górnik doszła do porozumienia
z obrońcami kotów z ulicy Lisieckiego i Strzeleckiej w
Katowicach. O kocim kłopocie i konflikcie między
miłośnikami a przeciwnikami tych zwierząt pisaliśmy
kilkakrotnie. Większość lokatorów była przeciwna dokarmianiu kotów i
narzekała na obrzydliwy zapach wydobywający się z piwnic
w tych budynkach. Czy tym razem spór został zażegnany na
dobre?
Nie chcą domków
Spółdzielnia już raz próbowała rozwiązać ten konflikt.
Ustawiła dwa domki dla kotów przy ulicy Lisieckiego.
Właśnie tam zwierzęta miały się przenieść z piwnic. Lecz
domki spełniają swoją funkcję tylko częściowo. Koty
przychodziły tam, żeby zjeść poczęstunek, ale zimno
panujące w budce sprawiało, że wracały znów do piwnicy.
Pracownicy Górnika stwierdzili, że dokarmiający koty
Bogdan Widawski nie zrobił nic, aby przeprowadziły się
na dobre.
- Wyprowadzić można psy, ale nie koty! - śmiał się
pobłażliwie adresat zarzutów- One będą przebywać tam,
gdzie stworzy im się dogodne warunki bytowania.
Pan Bogdan wiele razy prosił spółdzielnię o wydzielenie
pomieszczenia dla kotów przy ul. Strzeleckiej 15, ale
bezskutecznie.
Czyje dobro ważniejsze
A lokatorzy tego bloku wciąż skarżyli się na straszliwy
stan terenu wokół piwnic i budynków. Wszędzie natrafiali
na resztki rozkładającego się pożywienia dla zwierząt.
Henryk Baron, zastępca dyrektora do spraw eksploatacji
SM Górnik, przypomniał Bogdanowi Widawskiemu, że zgodnie
z regulaminem i porządkiem domowym obowiązującym w spółdzielni, na terenie posesji i w jej obrębie obowiązuje
zakaz dokarmiania zwierząt i ptaków. Wyjątkiem mogą być
tylko karmniki na balkonach. - Wobec tego ten regulamin
jest sprzeczny z ustawą o ochronie zwierząt - ripostuje
Widawski. Zastępca dyrektora poinformował zatem lokatora, że spółdzielnie mieszkaniowe działają w oparciu o status i
stosowne regulaminy, które zobowiązują do usuwania zanieczyszczeń i likwidacji kociego zapachu w budynkach,
co z pewnością nie jest sprzeczne z ustawą o ochronie
zwierząt.
- Członkowie Rady Osiedla jednoznacznie opowiadają się
przeciwko dokarmianiu kotów, a ja musze dbać o interesy
mieszkańców - mówi Henryk Baron.
Tajne schronienie
Bogdan Widawski otrzymał nawet pismo grożące mu eksmisję.
Zapowiada jednak, że kotów dokarmiać nie przestanie.
Wraz z innymi obrońcami zwierząt rozwiesza teraz na
blokach plakaty z hasłem: "Nie wypowiadać wojny kotom".
Twierdzi też, że chronią miasto przez szkodliwymi
gryzoniami. Choć jeszcze jest lato, lokatorzy i pracownicy
spółdzielni już pomyśleli o zbliżającej się jesieni, a
potem zimie. Wtedy problem kotów wraca jak bumerang. Na
zebraniu strony zainteresowane problemem zawarły
kompromis i zapadła decyzja dotycząca przyszłości
zwierząt. Te z piwnic w blokach przy ul. Strzeleckiej
11-15 zostaną przeniesione do innego budynku.
-
Wyizolujemy tam pomieszczenie gospodarcze, które będzie
spełniało określone warunki - mówi Marianna Cieślik,
kierowniczka administracji Centrum.
Prosi nas jednak, abyśmy nie zdradzali już teraz szczegółów akcji, aby nie prowokować protestów
mieszkańców budynku, do którego przeniesione zostaną
koty. Dowiedzieliśmy się też, że w tym budynku kotów nie będzie mógł dokarmiać pan Widawski, bo jego pojawienie
się w okolicy byłoby dla ludzi jasnym sygnałem, że w pobliżu muszą
też być koty. Pomieszczenie będzie wiec
funkcjonowało jako tajne schronienie dla zwierząt
dopóty, dopóki nie dowiedzą się o nim lokatorzy. Chyba,
że okażą się miłośnikami kotów. --------------------------------------------------------------------------------
Jak interpretować przepisy
Zgodnie ze stanowiskiem Towarzystwa Ochrony Zwierząt, koty, które nie
mają właścicieli, są stałym elementem miejskich
ekosystemów. Nie ma jednak klarownych regulacji prawnych
dotyczących ich zamieszkiwania w
budynkach komunalnych i spółdzielczych. Dlatego często
są traktowane jak zło konieczne, co jest przyczyną okrucieństwa ze strony ludzi. Zgodnie z opinią TOZ,
obecność piwnicznych kotów w domach jest pożądana. Kot spełnia pożyteczne zadanie, które polega na ograniczaniu
liczby gryzoni. Już sam fakt jego obecności w piwnicy,
sprawia, że samica szczura nie zakłada w niej gniazd.
Konieczna jest jednak kontrola populacji piwnicznych
kotów, polegająca na ograniczeniu ich rozmnażania
poprzez sterylizacje i kastracje, czy podawanie środków
antykoncepcyjnych.
Zdaniem TOZ, kot wolno żyjący jest zwierzęciem dzikim, a
te - zgonie z ustawą o ochronie zwierząt - stanowią
dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki
rozwoju i swobodnego bytowania. Zdaniem Joanny
Pokorskiej, powiatowego lekarza weterynarii w
Katowicach, w ustawie o ochronie zwierząt nie znajdujemy
zapisu mówiącego, że kot jest zwierzęciem dzikim.
Inspektorat stoi na stanowisku, że jest to zwierze
udomowione i w związku z tym może być umieszczane w
schronisku. Podkreśla, że koty mogą żyć w bloku, ale za
zgodą większości mieszkańców."
Katarzyna Wolnik
- Nasza Pini (Joanna Zaremba), założycielka naszej
fundacji, jest jedną z osób nominowanych do nagrody
"Kociarz Roku 2007" w kategorii Osoba. Jeśli ktoś uważa, że pini zasługuje na ten tytuł, może zagłosować
na nią wysyłając maila na adres
redakcja@kot.net.pl
z dopiskiem w tytule "kategoria- Osoba". Szczegóły:
http://www.kot.net.pl/kot27.html
|